Od gracza do kierowcy rajdowego: czy to możliwe?

Czyżby wreszcie okazało się, że wpierane nam za dzieciaka uwagi rodziców, żebyśmy nie siedzieli przed komputerem, bo to strata czasu i zdrowia, nie do końca były prawdą?

Droga do sukcesu

Poznajcie 25-latka Janna Mardenborough, którego cichym marzeniem od zawsze było ściganie się na torach rajdowych. Udało mu się to osiągnąć, choć… w dosyć nietypowy sposób – dzięki komputerowym wyścigom.

W wieku 8 lat Mardenborough po raz pierwszy postawił stopę na torze gokartowym, ale po trzech latach zmuszony był przerwać tę przygodę z powodów finansowych. Nieśmiały nastolatek zwrócił się więc ku temu, co zajmowało kolejne miejsce w jego sercu: ku wyścigom komputerowym, a konkretnie – ku Gran Tourismo. Na wirtualnym torze rajdowym spędzał mnóstwo czasu.

W połowie 2011 roku Mardenborough zgłosił się do zawodów internetowych organizowanych przez Gran Tourismo 5, w których nagrodą była możliwość ścigania się już nie wirtualnym, a prawdziwym samochodem rajdowym. Nastolatek znalazł się w pierwszej ósemce w Europie, pokonawszy 90 tysięcy wirtualnych zawodników, i zdobył tym samym szansę zaprezentowania swoich umiejętności na prawdziwym torze.

Po siedmiu miesiącach Mardenborough, który nigdy wcześniej nie siedział nawet w wyścigówce, znalazł się za kierownicą samochodu rajdowego na wyścigu Dubai 24 Hour.

Akademia GT

Sam pomysł na Akademię GT narodził się w 2008 roku. Miał to być jednorazowy projekt, za pomocą którego twórca GT – firma Sony – we współpracy z Nissanem próbował uzyskać odpowiedź na pytanie, jak gracz poradzi sobie za prawdziwym kółkiem.

Pierwszy zwycięzca tego przedsięwzięcia, 23-letni Hiszpan Lucas Ordoñez, po intensywnym szkoleniu poradził sobie na tyle dobrze, że program przedłużono w nadziei, że nietypowy projekt pozwoli na odkrycie kolejnych talentów. W ten sposób znalazł się tam właśnie Mardenborough.

Chłopak trafił do Akademii GT, przygotowującej do wyścigów, a po pół roku uzyskał licencję kierowcy rajdowego (co zwykle zajmuje trzy lata). Teraz ściga się na prawdziwym torze, nie wirtualnym.

Wyścigi na ekranie vs w rzeczywistości

Choć jej twórcy dbają o to, by jak najlepiej naśladowała rzeczywistość, każdej grze wyścigowej brakuje siłą rzeczy jednego: ruchu. Reakcji samochodu, przyspieszenia, które wciska w fotel, spychania na bok przy zakręcie.

Mogłoby się wydawać, że przesiadka sprzed ekranu komputera na fotel kierowcy samochodu rajdowego będzie więc nieco przerażająca – w końcu podczas wyścigów nie można wykluczyć elementu niebezpieczeństwa, na który nie ma miejsca w grach – ale dla Janna było to coś naturalnego, gdyż umiejętności przydatnych podczas jazdy nauczył się w swojej sypialni.

Mardenborough jest trochę jak Kopciuszek, który zamiast szklanego pantofelka ma wyścigówkę, a zamiast na bal trafił na tor rajdowy. Ta historia pokazuje, że to, co z pozoru wydaje się być niemożliwe, w rzeczywistości jest do osiągnięcia – choć droga, która do tego prowadzi, nie zawsze jest oczywista.

Na podstawie: https://www.theguardian.com/sport/2012/apr/29/jann-ardenborough-racing-car-games